Co jednoczy naszą duszę - rzecz niską, która nie chce czynić woli Boga z nowym człowiekiem, który pragnie perfekcyjnie wypełniać wolę Ojca?
Modlitwa. Chodzi mi o taką modlitwę, która jednoczy nas z Bogiem. Nie modlitwę, która nastawiona jest na nasze prośby i ich spełnienie, po której zostawiamy Boga i wracamy do naszych ziemskich spraw.
Wielu chrześcijan nie rozumie o jakiej modlitwie mówię. Nie wie, co oznacza wyciszenie głosu tej niższej części naszej natury i pozwolenie duchowi na wyczekiwanie na Boga. Zupełnie tak, jak czyni to sługa wobec swojego Mistrza. W takiej właśnie Błogosławionej ciszy może On przemawiać do nas słowami życia, uzdrowienia i wolności.
Wielu wierzy, że wystarczy powierzyć duszę Bogu, aby stała się ona podobna do niego w swojej naturze i esencji, dzięki łasce Bożej. Mimo to często zastanawiają się dlaczego właściwie nie są oni rzeczywiście podobni do Niego. Wynika to z faktu, że grzech ciągle ma dostęp do ich życia. Zastanawiają się więc, dlaczego nie mogą sprawić aby Bóg uczynił to, o co go proszą.
Myśląc o tym konkretnym rodzaju modlitwy, jak już wcześniej wspominałem, myślę o czasie oczekiwania przed Panem. Pozwalamy mu w ten sposób wskazać wszystkie te miejsca, które sprzeciwiają się Jego woli. Rzadko modlimy się w ten sposób, ponieważ obawiamy się tego co Bóg może z nami zrobić, gdy całkowicie oddamy się Jego woli.
Potwierdzeniem doświadczenia tego typu modlitwy jest przekonanie w głębi duszy, że pragniesz tego, czego pragnie On - że twoja i Jego wola to jedno. Tylko ten typ modlitwy uwalnia sumienie od potępiającego wewnętrznego głosu. Tylko ten typ modlitwy przygotowuje do przyjęcia wzmacniającej łaski Bożej - siły do pokonania grzechu i wykonania woli Ojca.
To właśnie Pan Jezus miał na myśli, kiedy powiedział abyśmy modlili się i wierzyli, że mamy to, o co prosimy (Mateusza 21:22). Uczył nas jak modlić się, aby wola Ojca i nasza wola były zgodne. Uczył nas jak w pełni ufać w to, że Bóg wykona pracę, której wykonanie nam zleca. On patrzy na nas z miłością, chce nas przywrócić do właściwego miejsca i zmienić z buntowników, którymi jesteśmy, w partnerów współdziałających w Jego nieskończenie dobrym dziele.
Taki jest początek prawdziwej modlitwy duszy. Czekamy na Pana i pozwalamy mu pokazać się naszej duszy. Kiedy chłoniemy tak Jego obecność, otrzymujemy wszystko czego nasza dusza pragnie. W tym momencie czujemy, że nie ma już nic więcej, o co moglibyśmy prosić, a wszystkie nasze siły skupione są na kontemplowaniu Jego osoby. Dlatego pierwszym etapem naszej modlitwy jest zgromadzenie naszych rozbieganych, zagubionych uczuć i skoncentrowanie ich na wizji Jego takim, jaki On jest.
Dzięki temu możliwy jest kolejny jej etap. Gdy nasz duch osadzony jest już w Jego wspaniałości, gdy czujemy tak wiele Jego słodyczy i uwielbienia dla Jego osoby, że nie interesuje nas już nic oprócz Jego woli, wtedy Jego Duch może poruszać się w nas. Wtedy to, o co się modlimy, jest dokładnie tym, co w danej chwili On wskazuje nam jako temat modlitwy (Rzymian 8).
Możesz powiedzieć, że często twoja dusza jest kuszona, przygnieciona problemami i zbyt niespokojna, aby się modlić. Mówię ci, to dokładnie jest moment, w którym powinieneś się modlić w sposób, który wam podałem. Modlitwa ciszy i oczekiwania jest sposobem na zapanowanie nad niespokojną duszą. Pozwala na utrzymanie jej w miejscu pokoju aż będzie w miłości skupiona na Bogu, zrelaksowana i gotowa do wyruszenia na wypowiedziane z miłością Jego słowo, które nadaje kierunek.
I powinniście wiedzieć jeszcze jedną rzecz. Żadna modlitwa nie sprawi, że Bóg ugnie się przed nami.
Julian z Norwich
Fragment z "Obiecuję Ci Koronę"
Przygotowany i sparafrazowany
przez David'a Hazard'a